Archiwum tajemnic – nawiedzony kościół

Postanowiliśmy przedstawić treść kolejnej notatki, która również znajdowała się w teczce opatrzonej napisami „ŚCIŚLE TAJNE”. W poprzednim dokumencie sporządzonym przez milicjanta można było przeczytać o dziwnych zdarzeniach związanych z Lasem Morasko znajdującym się nieopodal Poznania.

Funkcjonariusze Milicji Obywatelskiej podczas rutynowego patrolu spostrzegli trzech młodych mężczyzn, sprawiających wrażenie, jakby przed czymś uciekali. Nie zatrzymywali się oni pomimo wielokrotnych wezwań, choć ostatecznie zostali schwytani.

Niestety, nie znamy bliżej opisywanej lokalizacji. Dowiedzieliśmy się jednak, że miejsce jest również znane pod nazwą „Lasu Meteorytów”. Czy może to mieć jakiś związek z treścią poprzedniej notatki? Trudno powiedzieć. Milicjanci natknęli się na jakiś przedmiot, który zgodnie z ich opisem emanował jasnym blaskiem, jednocześnie pozostając chłodny. Czy mógł to być meteoryt? Jeśli nawet, to rozżarzona skała powinna być bardzo gorąca lub nawet spowodować pożar w lesie.

Ponadto milicjanci twierdzili, jakoby w lesie dostrzegli „tajemniczą postać”, a także byli świadkami wielkiego rozbłysku podobnego do „iskry spawalniczej”. Trudno nam oceniać wiarygodność tej relacji. Kolejna notatka jednak jest jeszcze bardziej enigmatyczna i stawia całą sprawę w nowym świetle, chociaż przynosi niestety jeszcze więcej pytań niż odpowiedzi. Pochodzi ona od kogoś ukrywającego się pod pseudonimem „TW Wikary”.

Poznań 18. 10. 82r

W miejscu

Ściśle tajne/poufne

SPRAWOZDANIE

Służbę wywiadowczą w Poznańskiej Kurii Biskupiej rozpocząłem pięć lat temu. Otrzymałem za zadanie obserwowanie środowiska Kościoła Katolickiego pod kątem możliwych działań antypaństwowych. Niniejsze sprawozdanie dotyczy niedawnych wydarzeń w opuszczonym kościele znajdującym się nieopodal Lasu Morasko. Kościół ten został zbudowany w latach 1930-1931. Jest to obiekt jednonawowy z wieżą oraz zakrystią. Co interesujące, w czasie wojny stał się on przedmiotem szczególnego zainteresowania niemieckich naukowców. Miejscowa ludność twierdzi, że przeprowadzano tam pewnego rodzaju tajne eksperymenty, ale nie można dowiedzieć się jakie, ponieważ bardzo mało osób chce rozmawiać na ten temat. Zwykle zasłaniają się one niepamięcią lub niewiedzą.

Niemniej odnosi się wrażenie, że z kościołem wiąże się jakaś ważna tajemnica, która jest również znana wysokim hierarchom kościoła. Z jakiegoś powodu nie zdecydowano się ani wznowić użytkowania świątyni, ani zastanowić się nad jej zburzeniem. Jest to, podkreślam, sytuacja zupełnie niezwykła, ponieważ Kościół Katolicki raczej nie porzuca swoich świątyń. Nie widomo nawet, czy została ona desakralizowana.

Od czasu zakończenia II wojny światowej obiekt stał pusty. Przynajmniej tak wynika z tego, czego udało mi się dowiedzieć. Przez pewien czas usiłowano zrobić tam betoniarnię, jednak seria nieszczęśliwych wypadków o nieustalonych dokładnie przyczynach sprawiła, że opuszczono go w pośpiechu.

Od dłuższego czasu obserwuję tą sprawę, ponieważ powziąłem pewne podejrzenia co do jej charakteru. Uważam, że świątynia może być pewnego rodzaju punktem kontaktowym dla osób zajmujących się działalnością antypaństwową lub przestępczą, a nawet stanowić swego rodzaju okresową kryjówkę. Nie można wykluczyć, że pod kościołem znajdują się jakieś piwnice, w których schronienie znajdują poszukiwani przestępcy.

Prawdopodobnie dziwne przesądy związane z tym kościołem są celowo podsycane przez pewne środowiska opozycyjne celem siania zamętu. Chodzi zapewne o to, by jak największa ilość osób po kryjomu uwierzyła w tzw. „nadprzyrodzone moce”, a także aby nikt się tam nie zapuszczał ponieważ wiązałoby się to ze zdemaskowaniem ukrywających się tam osób.

Powziąwszy takie podejrzenie postanowiłem bliżej przyjrzeć się sprawie opuszczonego kościoła. Przede wszystkim z pomocą TW Dziekan postarałem się o zgodę na gościnne odprawienie mszy w kościele parafialnym, w którego granicach znajduje się wzmiankowany opuszczony kościół. Chodziło mi przede wszystkim o zdobycie zaufania miejscowego proboszcza jak i parafian.

Podejrzewałem, że proboszcz może dużo wiedzieć na temat tajemnicy jaką kryje opuszczona świątynia. Niestety, na wszelkie pytania odpowiadał niezwykle oględnie, co tylko utwierdziło mnie w moich podejrzeniach.

Kierując się interesem państwa postanowiłem również przeprowadzić wywiad wśród parafian. Tylko jedna starsza kobieta w wieku osiemdziesięciu dwóch lat zgodziła się ze mną rozmawiać. Trudno jednak obiektywnie ocenić stan jej władz umysłowych, a co za tym idzie wiarygodność uzyskanych informacji.

Stwierdziła ona jakoby „w kościele było coś złego”. Usiłowałem dopytywać się co ma na myśli, i czy chodzi o tzw. popularne „opowieści o duchach”, jakie czasem można spotkać w prasie. Na to pytanie kobieta odpowiedziała przecząco, stwierdzając, że jest to coś innego rodzaju, lecz „znacznie gorsze”.

Moja rozmówczyni stwierdziła, że w czasie II wojny światowej w kościele pojawili się nazistowscy badacze z dziwnej organizacji „której nazwy boi się wypowiadać”. W żaden sposób nie potrafiłem jej nakłonić by powiedziała, co to za organizacja.

Mieli oni podobno przeprowadzić szereg strasznych eksperymentów na skutek których „coś się pojawiło”. Kościół potem nie nadawał się już w ogóle do użytku, bo jak stwierdziła moja rozmówczyni działy się tam rzeczy „od których włosy stają na głowie dęba”.

Niemniej przez długi czas panował względny spokój, aż do czasu dziwnego wydarzenia w lesie, w czasie którego trójka młodych mężczyzn widziała niezwykłe światło na niebie oraz odnalazła „jakąś rzecz nie z tego świata, która strasznie ich przeraziła”.

Od tamtego czasu, jak stwierdziła kobieta „ta rzecz z lasu przyszła tutaj i znalazła swój dom w opuszczonym kościele, zupełnie jakby to było jakieś przygotowane dla niej gniazdo”. Od tego czasu ludzie rzekomo boją się wychodzić z domów. Zaginęła też dwójka dzieci, w wielu dwunastu i czternastu lat, które w tajemnicy przed rodzicami postanowiły pójść do świątyni po zmroku. Fakt ten miał zostać, zgodnie ze słowami mojej rozmówczyni zatajony przez milicję. W dodatku rzekomo „noce są szczególnie niespokojne i coś chodzi wokoło domów jakby węszyło”.

Nocą w kościele widać ponoć dziwne światła oraz słychać przerażające krzyki. Burze przechodzące nad tym miejscem mają być bardzo gwałtowne i rzekomo ma to charakter jakiejś szczególnej anomalii. Rzekomo okoliczni mieszkańcy widzieli jak pomiędzy otaczającymi kościół drzewami przemieszcza się „jakaś istota”, ale nikt nie jest w stanie powiedzieć dokładnie jak ona wyglądała. Również zwierzęta zachowują się w pobliżu tego miejsca bardzo dziwnie. Na wiosnę nie ma tam w ogóle ptaków, a psy wyją gdy próbuje się z nimi podejść w pobliże świątyni.

Co najbardziej zdumiewające dziwnie zachowują się również dzieci, szczególnie małe, takie, które jeszcze niczego nie mówią lub komunikują się za pomocą pojedynczych sylab. Jedna z matek mieszkających w okolicy uciekła w panice po tym, jak jej dziecko podczas spaceru znieruchomiało nagle, zaczęło strasznie krzyczeć i wskazywało uporczywie na coś znajdującego się pomiędzy drzewami, czego matka nie była w stanie w ogóle zobaczyć. Inne dziecko znów, również wyprowadzone na spacer w pobliże tego miejsca przykucnęło nagle i za pomocą patyka narysowało na ziemi skomplikowany symbol, bez wahania, jakby doskonale zdając sobie sprawę z tego co robi. Następnie wypowiedziało kilka zdań w nieznanym, dziwnie brzmiącym języku.

Oczywiście chciałbym podkreślić, że przytaczam jedynie słowa przeszło osiemdziesięcioletniej staruszki. Chodzi mi o pokazanie skali dezinformacji, która stoi za tą sprawą i utwierdza mnie jeszcze w przekonaniu, że ktoś celowo podsyca te plotki aby zwiększyć w ludziach strach przed tym miejscem, jak również zabobonne przekonania o istnieniu rzekomych „nadprzyrodzonych sił”.

W końcu ja sam postanowiłem obejrzeć to miejsce. Podszedłem tam nocą, w cywilnym ubraniu, starając się by nikt mnie nie zauważył. Obszedłem cały kościół dookoła i nie zauważyłem niczego niepokojącego. W końcu jednak usłyszałem coś co przypominało dziwny śmiech, dobiegający z wnętrza kościoła. Odniosłem również wrażenie, że widzę jakaś poświatę, prawdopodobnie blask latarki. Ze względu na poufny charakter sprawy i wszystkie okoliczności z nią związane nie zdecydowałem się jednak na wezwanie patrolu milicji obywatelskiej, ponieważ uznałem, że słuszniej byłoby wpierw otoczyć kościół uniemożliwiając komukolwiek ucieczkę, a to lepiej będzie zrobić z zaskoczenia i dysponując większą liczbą funkcjonariuszy.

Sądzę, że ktoś celowo wydawał te dźwięki licząc na to, że zostaną one usłyszane przez okolicznych mieszkańców. Jest to jak się domyślam działanie świadome i celowe. W związku z tym uważam, że budynek opuszczonego kościoła powinien być niezwłocznie przeszukany przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa. Zachodzi nie tylko podejrzenie, że w podziemiach kościoła mogą ukrywać się zbiegli przestępcy, ale że mogą one być skrytką, w której przechowuje się broń, zakazane materiały, lub tzw. „złodziejskie fanty”.

TW Wikary

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.