Bliski Happy End i wielki powrót

Dawno nie zaglądałem do swojego notesu. Przyznam, że spisanie tych historii miłosnych, które miały miejsce w moim życiu, przyczyniły się do odrobiny refleksji. Jednak nie byłem taką zwyczajną męską świnią, skoro zauważyłem, jak wiele kobiet zraniłem, w ilu byłem bezsensownie zakochany, a także jak bardzo bałem się stałego związku. Przyznam, że na początku kompletnie mi to wisiało. Oczywiście poza miesiącami, kiedy opłakiwałem straty, straty dziewczyn, które nigdy nawet nie były moje. Zawsze winy doszukiwałem się w dziewczynach, które kochałem, albo były we mnie zakochane. Problem był taki sam – miałem się zakochać na całe życie.

Czasami wstydzę się sam przed samym sobą, ale zapisałem się na terapię. Na początku wylądowałem na spotkaniu z kobietą, niestety bardzo atrakcyjną. Dlatego to co do mnie mówiła, kompletnie nie trafiało do moich uszu. Skupiałem się na jej zmysłowych piersiach, udach i pośladkach. Gdy tylko wyłapywałem jakieś urywki zdań dotyczące strachu przed utratą niezależności, o obawie przed nudą, albo inne tego typu rzeczy. Miałem wrażenie, że jest ona jedną z tych, która próbuje mnie usidlić. Któregoś dnia po prostu nie przyszedłem na spotkanie. Nawet nie odebrałem telefonu, gdy pewnie moja pani psycholog chciała się upewnić, czy rezygnuję z dalszych spotkań.

Chyba popadałem w jakąś paranoję, że chce ona nawiązać ze mną zdecydowanie bliższy kontakt. Na jakiś czas w ogóle dałem sobie spokój. Uznałem, że nie ma sensu się zmieniać, że właściwie nie jest mi tak źle, bo na brak zainteresowania nie mogłem narzekać.

Aż do dnia, kiedy spotkałem dawno nie widzianego kumpla ze studiów. Był bardzo serdeczny i nie raz podbijaliśmy kolejne dziewczyny. Chociaż on, z tego co pamiętam, nigdy nie szedł na całość. Zaprosił mnie do swojego domu na kolację. Lekko się zdziwiłem, czemu nie do baru. Wytłumaczył się, że jakiś czas temu tam był, i czuł się nieswojo, zdecydowanie zawyżał średnią wieku.

Rzeczywiście tą uwagą, uświadomił mi, że moje częste wypady do klubu, często kończyły się wpadaniem w coraz młodsze towarzystwo. Nigdy mi to nie przeszkadzało, ale pewnie z innej perspektywy wyglądało to, co najmniej śmiesznie. Zgodziłem się zatem.

Podjechałem pod wskazany adres. Od progu przywitała mnie urocza kobieta, która miała na sobie elegancki fartuszek, przykrywający okrągły brzuch ciążowy. Zaraz za nią wybiegł kilkuletni chłopczyk w kręconych włoskach.

– Dzień Dobry, czy może zastałem Marcina? – uświadomiłem sobie, że nawet nie wziąłem żadnego alkoholu, nie mówiąc już o kwiatach dla pani domu.

– Kochanie, zawołaj tatusia, przyszedł już jego kolega – kobieta zwróciła się życzliwym głosem w kierunku synka.

– Tatuś, pan kolega jest! – mały piszczał na cały głos.

– Cześć, wchodź, nie stój tak. Przepraszam, u nas z tym brzdącem zawsze

Marcin krzątał się po kuchni, wychodziło mu to tak naturalnie. Poczułem zapach domowego ciasta, pieczeni, i wielu innych przysmaków. Oboje byli wobec siebie niezwykle troskliwi. Nie widziałem, żeby z tego powodu byli w jakiś sposób nieszczęśliwi.

– Mam nadzieję, że się nie obrazisz, jak Ci pokażemy zdjęcia z ostatniej wyprawy rowerowej. Moja żona jest zapaleńcem fotografowania i przy każdej okazji, chcemy się pochwalić jej dziełami – z lekkich przemyśleń wyrwał mnie głos Marcina.

– Pewnie, gdzie byliście?

– Wiesz jeździmy na razie tak rekreacyjnie z małym po Parkach Narodowych. Oczywiście, których da się jeździć. Ostatnio kręciliśmy się po Borach Tucholskich. Wspaniałe tereny, sporo atrakcji. Naprawdę polecam.

Nim się obejrzałem siedziałem już z albumem zdjęć, szklanką dobrego whiskey i mogłam zatopić się w ich rodzinnych wycieczkach weekendowych.

Przeglądając kolejne zdjęcia, spoglądałem kątem oka na nich, jak się dogadują, jak razem przygotowują elegancką kolację. Poczułem lekką zazdrość. Ja byłem zupełnie sam. Miałem kumpli, mogłem mieć każdą pannę. Ale ostatecznie moje mieszkanie świeciło pustkami, nie czuć było w nim zapachu rodzinnego domu…

– Mam nadzieję, że nie obrazisz. Ale zaprosiłem kogoś jeszcze. No wiesz, naszą byłą koleżankę za czasów studenckich, Agatę – chyba ją pamiętasz?

– Agata? – zaschło mi w gardle – pamiętam….

– To super, wróciła niedawno z Afryki na kilkumiesięczny urlop. Zatem zapowiada się ciekawy wieczór – Marcin jakby zapomniał, że Agata była moją miłością, którą zresztą sam pięknie spławiłem.

Nie minęło kilkanaście minut, gdy rozległ się kolejny dzwonek do drzwi. Serce zaczęło mi bić, jakbym miał przed sobą co najmniej przeżyć swój pierwszy raz.

Weszła. Piękna. Jeszcze piękniejsza, niż kiedykolwiek ją widziałem. Rozpuszczone włosy delikatnie okrywały jej odsłonięte ramiona. Miała na sobie sukienkę, oczywiście z afrykańskimi wzorami. Wyglądała jak anioł. Opalona skóra, i ten zapach…

– Cześć – to Agata pierwsza wyciągnęła do mnie rękę.

Byłem jak zahipnotyzowany. Podałem rękę, ucałowałem ją. Agata spojrzała na mnie spod długich rzęs.

– Marcin, przyniosłam dobre wino. Czy możesz się nim zaopiekować?

Po chwili siedzieliśmy już wszyscy przy stole. Praktycznie się nie odzywałem. Zerkałem tylko na dzisiaj, już dojrzałą kobietę, która jest pewna siebie, zadowolona z życia – jednym słowem przeszczęśliwa. Słuchałem jej opowieści o budowanej szkole, pomocy medycznej, chorobach, biedzie, o tym jakie mają plany na przyszłość.

– Chcesz znowu wyjechać? – wypaliłem.

– Myślę, że tak…. – Agata spojrzała smutno przed siebie.

– No wiesz, życie się tak układa, nic mnie tutaj właściwie nie trzyma. Tam wiem, że wszystko ma sens. Te cudowne dzieci. One potrzebują tak dużo pomocy, opieki, a czasem po prostu dobrego słowa i przytulenia.

– Rozumiem – odpowiedziałem, jakby to słowo, w ogóle nie pochodziło ode mnie.

– Przepyszna kolacja! – Agata nie mogła wyjść z podziwu dla gospodyni.

– A Ty Marcin dbaj o swoją żonę, to prawdziwy skarb – jej serdeczność rozpływała się na sercu każdego.

– Ja też będę się zbierał moi drodzy. Było bardzo miło, ale pewnie teraz macie układanie do snu małego – ściskałem dłoń najlepszego kumpla ze studiów.

Wyszedłem z Agatą przed ich dom.

– Kurczę, nadal nie mogę odnaleźć się w tych polskich realiach. Zamówiłbyś mi taksówkę? – Agata poprosiła o drobną przysługę.

– Taksówkę… Może masz ochotę na spacer? Odprowadziłbym Cię…. – czułem się, jakbym podrywał dziewczynę po raz pierwszy. Ta kobieta mnie naprawdę onieśmielała.

– No wiesz… mieszkam kilka osiedli dalej. Właściwie wynajmuję pokój u koleżanki i powinnam już być. Jest trochę specyficzną osobą, nie lubi zakłócania jej ciszy – Agata roześmiała się słodko.

– Możemy pójść do mnie – Kobieta na te słowa zmarszczyła brwi i lekko się zdystansowała.

– Nie to miałem na myśli – szybko sprostowałem.

– Mam wolny pokój, pościelę Ci łóżko, możesz nawet zamknąć się na klucz – uśmiechnąłem się przepraszająco, że zabrzmiałem jednoznacznie.

– Na pewno masz drzwi na klucz – znowu się rozchichotała.

– Tak, mam – powiedziałem z całkowitą powagą.

– Noo dobrze – jej powściągliwość była urocza.

Tamtej nocy przegadaliśmy kilka godzin. Opowiadaliśmy co robiliśmy przez tyle czasu, od naszego rozstania. Jednak jakoś omijaliśmy temat naszych uczuć.

Gdy wyszedłem do kuchni, by zrobić kolejną herbatę, zastałem Agatę śpiącą na sofie. Uśmiechnąłem się pod nosem. Czułem się bezpiecznie, mając ją przy sobie. Przykryłem Agatę kocem i poszedłem spać do swojej sypialni.

Nie mogłem zasnąć. Gdy tylko zaczęło świtać, poszedłem do pokoju, w którym spała Agata. Usiadłem koło niej, i głaskałem jej długie włosy. Przebudziła się.

– Jejku, przepraszam. Nawet nie wiem, kiedy zasnęłam – powiedziała lekko skrępowana.

– Nic się nie stało. Zaraz zrobię śniadanie – odgarnąłem jej kosmyk z policzka.

Agata przymknęła oczy.

– Chciałbym… chciałbym, żebyś została na śniadaniu… Żebyś w ogóle już została – wyszeptałem.

Nie otwierała powiek. Wtuliła twarz w moje kolana

– Boję się…

– Ja już nie… – odpowiedziałem całując ją delikatnie w policzek.

Spojrzała na mnie swoimi pięknymi oczami, uśmiechnęła się nieśmiało.

– Dobrze, zostanę. Ale jak robisz niedobrą jajecznicę, to bardzo szybko ucieknę – roześmiała się.

W końcu miałem przy sobie moją Agatę. Tym razem wiedziałem już, że to jest kobieta mojego życia i nie zamierzałem ani trochę bać się wspólnego życia.