Filozofia przy piwie – czy można udowodnić istnienie Boga?

www.freeimages.com

Spotkałem się po raz kolejny z Łukaszem. Mój znajomy jest po filozofii, pisze książki (żeby było ciekawiej – również powieści grozy) oraz uczy w szkole etyki. Postanowiłem zadać mu nurtujące mnie od dawna pytanie – czy da się udowodnić istnienie Boga? Myślę że warto poświęcić te kilka minut na przeczytanie zapisu z naszej rozmowy. Jeśli nawet nie udało nam się ostatecznie rozstrzygnąć tej kwestii to może nasza wymiana zdań zainspiruje Was do własnych przemyśleń i poszukiwań…

Marek: Słuchaj Łukasz, mam do ciebie pytanie. Prowadzisz zajęcia z etyki. Czy zdarzało ci się, że uczniowie pytali wprost – „no dobrze, ale niech pan powie, czy Bóg rzeczywiście istnieje, czy da się to jakoś udowodnić?”.

Łukasz: Tak, nie będę ukrywał, że takie pytania czasem pojawiają się na zajęciach, a szczególnie spotykałem się z nimi w szkole średniej, gdzie przez pewien czas pracowałem.

Marek: I? Jak na to odpowiadasz?

Łukasz: Po pierwsze lojalnie informuję uczniów, że program nie przewiduje takiej kwestii. Wiesz, w szkole czasem nie warto wchodzić na grunt światopoglądowy. Każdy przecież ma prawo do swoich przekonań. Na zajęciach są wierzący i niewierzący… chrześcijanie, Świadkowie Jehowy, agnostycy, a także ateiści. Niemniej staram się jakoś do tego zagadnienia odnieść. Mówię, zgodnie z prawdą, że jest to jeden z problemów filozoficznych i próby udowodnienia istnienia Boga były wielokrotnie podejmowane.

Marek: Przytaczasz jakieś przykłady?

Łukasz: Owszem. Chyba najbardziej znanym argumentem jest dowód z pierwszej przyczyny. Przybiera on różne postacie, ale generalnie mechanizm jest ten sam. Każde zdarzenie ma swoją przyczynę. Każda rzecz skądś się wzięła. A skoro tak, to przecież na samym początku tego łańcucha przyczynowo – skutkowego musi znajdować się jakaś pierwsza przyczyna wszystkiego, co istnieje.

Marek: Innymi słowy, świat nie mógł wziąć się z nikąd, tylko ktoś musiał go stworzyć, a tym kimś jest właśnie Bóg?

Łukasz: Tak, dokładnie. Pamiętam, że po raz pierwszy spotkałem się z tym rozumowaniem w szkole podstawowej, na lekcji religii. Później dowiedziałem się, że nie jest to jednak do końca udany dowód. Posiada słabe strony. Skoro wszystko musi mieć jakąś przyczynę, to jaka jest przyczyna istnienia Boga? Innymi słowy można zadać pytanie, kto stworzył Boga. I znowu – kto stworzył tego, który stworzył Boga. Prowadzi nas to do tak zwanego „regresu w nieskończoność”. W dodatku wydaje się, że to co jest stworzone zazwyczaj odznacza się mniejszym stopniem skomplikowania, mniejszą złożonością niż Stworzyciel. Przykład –zegarmistrz buduje zegarek. Ale to zegarmistrz jest istotą bardziej złożoną niż zegarek. Musielibyśmy więc założyć, że istnieje Ktoś znacznie bardziej doskonały od świata który stworzył. Możemy to oczywiście zrobić, ale wtedy jakiś niesforny uczeń mógłby wyciągnąć logiczny wniosek, że stwórca Stwórcy świata musiałby być jeszcze bardziej skomplikowany i doskonały od projektanta naszego świata. Prowadzi nas to znów w stronę nieskończonego regresu… Najczęściej spotykałem się z odpowiedzią typu: Bóg istnieje wiecznie, a świat nie. Dlatego świat musiał zostać stworzony. Ale znów – skoro Bóg może istnieć wiecznie, to czemu sam świat nie może?

To pytanie pozostaje otwarte i powyższe rozumowanie można przytoczyć uczniom jako pewnego rodzaju ćwiczenie logiczne i przykład próby stworzenia takiego dowodu.

Marek: Rozumiem, że takich prób było więcej?

Łukasz: O tak, oczywiście. Staram się tylko wspominać o tych najbardziej znanych. Wiele z nich opartych było na samym rozumowaniu. Na przykład – skoro Bóg (z definicji) jest kimś najdoskonalszym, to musi posiadać wszystkie pozytywne cechy w najwyższym stopniu, również cechę istnienia. A zatem istnieje.

Marek: Brzmi intrygująco… W zasadzie trudno się z tym nie zgodzić…

Łukasz: No tak, ale z tym argumentem wiąże się pewne anegdota. Jego autorem był Anzelm z Cantenbury. Legenda głosi, że podczas gdy Anzelm po raz kolejny opowiadał o swoim dowodzie, nagle wstał jakiś mnich i zapytał mniej więcej tak: „Dzisiejszej nocy śniła mi się wyspa, która była najdoskonalsza pod każdym względem. Można powiedzieć, że posiadała wszystkie pozytywne cechy w stopniu najwyższym. Gdzie jest ta wyspa?”. Powiem szczerze, że nie wiem jak wybrnął z tej sytuacji Anzelm. Niemniej pytanie jest dość celne. Argument Anzelma dowodzi istnienia pewnego wyobrażenia Boga w naszym umyśle, ale już niekoniecznie w rzeczywistości.

Innego rozumowania podjął się Kartezjusz. Wypowiedział słynne zdanie „Myślę, więc jestem”. Starał się tym samym dowieść, że istnieje coś, w co po prostu nie da się zwątpić – własne istnienie. Następnie zauważył, że człowiek posiada w swoim umyśle wyobrażenie, ideę Boga. Jest ona tak doskonała – że nie mogła wziąć się znikąd – sam Bóg musiał mu ją w pewien sposób „zaszczepić”. A zatem istnieje. W tym przypadku też można mieć wątpliwości… bo czy rzeczywiście jesteśmy w stanie posiadać w swoim umyśle takie najdoskonalsze z możliwych wyobrażeń? Czy jesteśmy do tego w ogóle zdolni? Poza tym – co właściwie oznacza słowo „najdoskonalszy”, „wszechmocny” lub „najwspanialszy”? Pod pewnymi względami człowiek jest doskonalszy od kamienia, pod innymi doskonalszy jest kamień… na przykład może przetrwać zmiany klimatu. Co nam może się już nie udać. W dodatku powstaje pytanie co oznaczałoby „wszechmocny”? Czy mógłby stworzyć kamień, którego nie jest w stanie podnieść? Te i podobne argumenty, choć może wydają się zabawne, pokazują pewną lukę w rozumowaniu – określenia takie jak „wszechmocny” są wewnętrznie sprzeczne.

Wreszcie słynny „zakład Pascala”. Bez względu na to, czy Bóg istniałby czy nie, opłaca się postępować dobrze. Jeśli istnieje – otrzymamy nagrodę. Jeśli nie – nie tracimy nic, oprócz tego, że żyliśmy przyzwoicie. Co jednak oznacza „żyć przyzwoicie”? Czy religie świata nie wymagają od swoich wiernych pewnych wyrzeczeń, ograniczeń, a także określonego sposobu życia? W dodatku skąd mielibyśmy wiedzieć, czego Bóg od nas oczekuje? Osoba wierząca odpowie, że z ksiąg takich jak Biblia, Tora lub Koran. Ale przecież czasem znajdujemy tam sprzeczne ze sobą nakazy postępowania. Nie jest to więc taka oczywista sprawa.

Marek: Z tych argumentów chyba najbardziej podoba mi się zakład Pascala. Facet po prostu próbował chłodno wykalkulować co bardziej mu się opłaci a co mniej…

Łukasz: Tak, właśnie na tym polegało jego rozumowanie. Niemal matematyczne oszacowanie zysków i strat. Ale nie każdy, kto chce odpowiedzieć czy Bóg istnieje czy nie podchodzi do tego w ten sposób. Najczęściej chyba można spotkać się z bardzo osobistymi i emocjonalnymi argumentami: „Czy to co się dzieje ma jakiś sens?”, „Czy moje problemy, cierpienie, mają jakiś sens?”, „Skąd mam wiedzieć co jest dobre a co złe?”, „Jeśli Bóg nie istniałby, to wszystko byłoby pozbawione znaczenia, celu, jeśli nie istnieje, to po co to wszystko”? To autentyczne słowa ludzi z którymi zdarzyło mi się na ten temat rozmawiać.

Marek: I co, przekonuje cię to?

Łukasz: Szanuję i rozumiem te wypowiedzi. Rzeczywiście dowodzą one istnienia w nas jakiejś głębokiej potrzeby istnienia Kogoś, kto zatroszczyłby się o nas, kto nadałby sens temu wszystkiemu, co robimy. Nie są to jednak argumenty filozoficzne, ani naukowe. Nie możemy przenosić naszych pragnień na rzeczywistość na zasadzie „chcę, aby tak było, więc zapewne tak właśnie jest”.

Marek: No dobrze, jak do tej pory okazało się, że wszystkie dowody posiadają swoje słabe strony. A czy jest jakiś argument, który tobie wydaje się najlepszy, taki, który przywołałbyś gdybyś chciał kogoś przekonać do istnienia Boga?

Łukasz: Tak. Jest taki argument i określa się go mianem „zasady antropicznej”. We wszechświecie obowiązują pewne stałe fizyczne. Stała Plancka, prędkość światła, stała grawitacji, stałe elektromagnetyczne, atomowe i jądrowe. Chodzi o to, że są one dokładnie takie, aby pozwalały na powstanie życia i istoty rozumnej. Gdyby były odrobinę inne – życie, przynajmniej w takiej postaci w jakiej je znamy nie mogłoby nigdy powstać.Prawdopodobieństwo, że te stałe są przypadkowe jest znacznie mniejsze niż trafienie szóstki w Lotto. To byłby wręcz niewiarygodny zbieg okoliczności.

Marek: A zatem? Mamy stuprocentowy dowód na istnienie Boga, który zaprojektował i stworzył cały wszechświat?

Łukasz: Zasada antropiczna na pewno daje nam do myślenia. To wielka filozoficzna zagadka, dlaczego nasz świat wygląda właśnie tak, a nie inaczej; czemu obowiązują w nim właśnie takie warunki, które umożliwiają powstanie życia. Są jednak wątpliwości dotyczące tego dowodu. Z góry zakłada on, że przy innych stałych fizycznych życie, świadomość – nie mogłyby powstać. Czy możemy być tego stuprocentowo pewni? Wciąż jeszcze za mało wiemy. Po drugie istnieje jeszcze jedno możliwe wyjaśnienie tej zagadki. Nasz wszechświat nie jest jedynym, który powstał. Gdyby założyć, że wszechświaty powstają i giną, że istnieje ich wielka liczba – można by dojść do wniosku, że w końcu powstał taki, w którym my mogliśmy się pojawić. Wiemy wciąż zbyt mało, by jednoznacznie odpowiedzieć na takie pytanie.

Marek: A zatem kwestia pozostaje otwarta? Możemy wierzyć lub nie?

Łukasz: Tak. Niemniej mamy też pozytywny wniosek – fakt, że w ogóle istniejemy jest czymś niesamowitym. To jak wygrana w wielkiej loterii. Dlatego powinniśmy starać się żyć jak najlepiej… natomiast kwestia wiary w Boga pozostaje sprawą indywidualnej decyzji każdego z nas.

Marek: Myślę, że to zdrowe podejście. Mam wrażenie, że chociaż nie udało nam się odpowiedzieć ostatecznie na nasze pytanie, to chyba warto poznać parę argumentów za i przeciw…

Łukasz: Jasne. Na tym polega urok filozofowania. Zastanawiasz się, a to już jest krok w dobrą stronę. Obojętne, do jakich wniosków dojdziesz – jeśli będą one przemyślane – to staną się naprawdę twoje własne.

Marek: Dzięki za rozmowę.

(foto: www.freeimages.com)