Jazzowa podróż w czasie cz. 1

Czym jest Jazz ?

Zależy czym chcemy się kierować? Czy  wyłącznie suchymi definicjami? Czy może jednak swoimi przeżyciami i odczuciami? Pamiętajmy, że każdy medal ma dwie strony. Warto zatem na samym początku poznać podstawowe informacje, by następnie móc jeszcze bardziej zrozumieć istotę jazzu w odniesieniu do innych gatunków muzycznych.

Zatem według oficjalnej definicji dowiemy się, że Jazz jest jedną wielką improwizacją. Swoje korzenie ma na kontynencie Północnej Ameryki. Ale dlaczego jest to muzyka improwizacyjna, a także czemu zawiera  domieszki afrykańskich rytmów? Tego możemy dowiedzieć się wyłącznie sięgając do genezy powstania tego gatunku.

Drugą sprawą jest umiejętność słuchania jazzu. Dla wielu osób jest to nic innego jak zwykły jazgot kilku instrumentów. Rzeczywiście często wydawać się może, że nie zgrywają się one ze sobą. Dla osób o niewyrobionej wrażliwości muzycznej, kilku muzyków żyje we własnym świecie. Tak naprawdę niedoświadczony słuchacz nie wie, że są one idealnie ze sobą połączone. Dlatego utwory jazzowe nie są puszczane na skalę komercyjną. Nie posiadają powtarzalnych zwrotek czy refrenów. To nie są utwory, do których można zatańczyć w nocnym klubie bądź zaśpiewać przy karaoke.

Pogódźmy się z tym, że jazz jest dla dojrzałych koneserów muzyki. Dla tych, którzy zaczęli szukać czegoś więcej, niż to co jest propagowane przez media, a także więcej niż serwują subkulturowe zespoły.

Czy osoby, które nigdy nie lubiły słuchać jazzu, nie są w stanie pokochać tego gatunku muzyki? W tym przypadku można zadać pytanie w odwecie, w takim razie czym jest miłość. Jeśli rozróżnimy miłość od zakochania jednocześnie definiując, iż zakochanie jest jedynie powierzchowne, a miłość wymaga głębszego poznania, odpowiedź na wcześniej postawione pytanie nasunie się samoistnie.

Nie musimy od razu zapoznawać się z językiem jazzu, zapamiętywać wielkie nazwiska, chodzić z zapałem na wszystkie koncerty i kupować płyty znanych jazzmanów. Wystarczy, że puścimy sobie kilka utworów Paco De Lucia, Joe Sample, czy nawet Carlosa Santany, a następnie przeniesiemy się do ówczesnych Stanów Zjednoczonych, by przyjrzeć się narodzinom jeszcze niezrozumiałego dla nas gatunku muzycznego – Jazzu.

Gdzie są te korzenie jazzowe, czyli na początku był psalm

Żeby na dobre zrozumieć muzykę jazzową, na samym początku powinniśmy wybrać się w głąb historii. Musimy się cofnąć aż do końca XVI wieku i początków wieku XVII. Wtedy to Anglicy zaczęli kolonizować tereny Ameryki Północnej. Jednocześnie  doszło do poważnej wojny domowej na Wyspach Brytyjskich.

Angielscy kolonizatorzy oprócz chęci zasiedlenia nowo zdobytych terenów, przywieźli ze sobą na amerykański kontynent  część swojej kultury. Pamiętajmy jednak, że wcześniej swoje zalążki muzyki do Ameryki przynieśli ze sobą czarnoskórzy niewolnicy, wywodzący się  z Afryki Zachodniej.

Jak zatem doszło do połączenia szczepu muzyki afrykańskiej, z angielską, która dokładniej była określana jako protestancka?  Przełomowym etapem, było pozwolenie ze strony Królowej Elżbiety na śpiewanie psalmów. Psalmy kojarzone są nam z piękną twórczością zapisaną w Piśmie Świętym. Jednak renesans tego utworu literackiego, rozwinął się na przełomie XVI i XVII wieku, kiedy największymi twórcami psalmów byli Mikołaj Gomółka, Claude Goudimel, czy  Hopkins.

Psalmy śpiewano niemalże wszędzie, a w szczególności podczas dalekich wypraw morskich. Między innymi podczas wyprawy dookoła świata, pod dowództwem Drake’a. Bynajmniej pobożność zawarta w tekstach nijak się miała do czynów, które zwykle polegały na rabowaniu kolejnych wiosek i wysp.

Psalmodia zaczął się na dobre rozwijać, zwłaszcza na kontynencie Ameryki Północnej, gdzie oprócz zwykłego śpiewu, zaczęto dodawać różne tonacje w głosach. Pojawiło się również słynne linijkowanie. Lider śpiewał pierwszą linijkę psalmu, która była powtarzana przez pozostałych. Co prawda, nie miało to mieć na celu żadnych wartości związanych z lepszym muzykowaniem. Taka forma miała pomóc śpiewać osobom, które nie umiały przeczytać tekstu psalmu. Jednak szybko ten styl został spopularyzowany.

Początek XVIII wieku, rozłam śpiewania psalmów

Chyba każdą dziedzinę życia, prędzej czy później dotykają osoby, chcące ją zreformować. W przypadku psalmów było identycznie. Nastąpił swoisty podział. Według najbardziej laickiego podejścia, styl śpiewania psalmów na tamten czas rozwijał się dwukierunkowo, jako wiejski i miejski. Na wsiach śpiewano po staremu. Wiele osób nie potrafiło czytać, pozostawało analfabetami. Dlatego w takich miejscach, zdecydowanie częściej improwizowano z muzyką, a śpiewanie polegało  na powtarzaniu zapamiętanych wersów.

Reformatorom, to nie wystarczało. Zależało im, by śpiew był zorganizowany. Chór dokładnie wiedział co ma śpiewać. Nie podobało się ówczesnym kompozytorom. Cały sens znajdowali nie w harmonii pisanej pod linijkę, a w nieuporządkowanych, improwizowanych psalmach, które śpiewano w oparciu o pięć melodii, które w tamtych czasach znał prawie każdy.

Oczywiście reformatorów nie można wyłącznie krytykować. Dzięki nim,  wyodrębnił się nowy nurt, a ich największą zasługą jest edukacja muzyczna, jaką rozpowszechnili na skalę niemalże całego kontynentu. Świadomość muzyczna w tamtych czasach zdecydowanie wzrosła.

Psalmy, hymny

Na psalmach opierała się ówczesna tamtejsza muzyka angielskich kolonizatorów asymilujących rytmy czarnoskórych zasiedlonych Afrykańczyków. Jednak na samych psalmach się nie kończyło. Największą popularnością cieszyły się wszelkie pieśni sakralne.

Nie można zapominać o hymnach, których najważniejszym celem było śpiewanie na chwałę oraz cześć Boga. Czy pamiętacie rozłam kościoła, gdy wyodrębnił luteranizm oraz kalwinizm? W tym czasie obserwowano prawdziwy rozwój hymnodii. Do ich rozkwitu przyczynili się  reformatorzy katoliccy, w tym Marcin Luter, czy  Jan Hus.

W XVIII wieku hymny zaczęły wypierać z liturgii psalmy,  zajmując pierwszorzędne stanowisko w śpiewanych sakralnych pieśniach. Warto wspomnieć o Johnie i Charlesie Wesleyow. Szczególnie John, który współpracował z Oglethrope- przeciwnikiem niewolnictwa w Georgii, wspomagał nawracanie wielu ludzi poprzez śpiewanie hymnów. Ta forma ewangelizacji okazała się najlepszym środkiem przekazu, a jednocześnie miała moc jednoczenia coraz większych wspólnot kościelnych.

Podobnie jak w przypadku psalmów, zaczęły się pojawiać coraz to nowsze interpretacje hymnów. John, który tak bardzo spopularyzował ten gatunek, później próbował okiełznać pojawiające się reformatorskie wersje, które niszczyły wizerunek tych pieśni.

Jednym z najbardziej charyzmatycznych twórców przepełnionych emocjami hymnów był John Newton. Jego historia była nieprawdopodobna. Można czytać w wielu źródłach o jego cudownym nawróceniu. Z afrykańskiego handlarza i bluźniercy stał się poczciwym duchownym,  jednocześnie zdolnym kompozytorem hymnów. To on w czasie swojego nawrócenia, uwolnił cały statek niewolników, których wiózł do niewolniczej pracy. Pozbył się poczucia władzy na rzecz napisania ponad dwustu utworów. Historie jednak potrafią być przewrotne, szczególnie, jeśli ich jednym z najważniejszych składników jest muzyka.

Szczep afrykański w Jazzie

Czytając poprzednie części, pewnie niejedno z Was drapie się w głowę. Przecież w każdej definicji, można przeczytać o tym, że jazz wywodzi się z muzyki tworzonej przez czarnoskórych niewolników. Rzeczywiście o tym należy wspomnieć, ale zarówno brytyjska muzyka folkowa, jak i powstające po drodze psalmy i hymny, w połączeniu z afrykańskimi rytmami, przyniosły coś niepowtarzalnego. Ale o tym za chwilę.

Na początku warto przenieść się w czasie i to wcale nie do czasów łapania czarnoskórych mieszkańców Afryki, w celu całkowitego ich zniewolenia. Historia  zaczyna się zdecydowanie wcześniej.

W tym celu skupmy się przede wszystkim na Afryce Zachodniej. Ponieważ ostatecznie to właśnie stąd byli porywani niewolnicy z krajów takich jak Sierra Leone, Gambia, Wybrzeże Kości Słoniowej, czy też Kamerun. Pierwotnymi mieszkańcami tych regionów najprawdopodobniej byli Pigmeje, którzy jednak po pewnym czasie zostali przesiedleni. Po różnych migracjach ludności i licznych wojnach miedzy plemionami, ostatecznie afrykańskie społeczeństwa podzieliły się na zamieszkujące teoretyczne bezpieczne tereny przynależące do Zatoki Gwinejskiej. Przesiedlone inne plemiona miały mieć bardzo niestabilną sytuację. Królestwa Aszanti, Benin i Dahomej, oddzielone wielką wodą i dżunglą spodziewały się, że nic im nie może zagrażać. Bardzo się jednak mylili, gdy pod koniec XV wieku pojawiły się  pierwsze portugalskie statki.

Aby zrozumieć sens afrykańskiej muzyki, uprawianej w tamtych czasach, ale jakże nadal aktualnych, powinniśmy zagłębić się nieco bardziej w ich wierzenia. Antropolodzy twierdzą, że są one charakterystyczne dla połączenia chrześcijaństwa i islamu. Wierzyli, że nic się nie dzieje bez przyczyny. W takim pojmowaniu świata nie ma miejsca na przypadkowe zdarzenia losowe. Ufali, że wszystko dzieje się po coś. Jednocześnie byli bardzo mocno przekonani, że jeśli będą zjednywać sobie dobre duchy, to będą mogli zmienić bieg wydarzeń. Zjednywanie sobie dobrych duchów, odbywało się poprzez wykonywanie mnóstwa rytuałów, którym towarzyszyły pieśni i granie na prostych instrumentach. Oprócz samego tworzenia pieśni i muzyki, zawsze wszystkie rytuały łączono ze wspólnym tańcem.

O wielkim odkryciu Ameryki przez Kolumba w kontekście historii Jazzu można mówić jedynie ze smutnym dystansem. Ponieważ to, co sprawiło otworzenie nowych możliwości, wielki postęp geograficzny, jednocześnie przyczyniło się do masowego nieszczęścia, o którym niestety już za bardzo nikt nie pamiętał. Tym nieszczęściem było niewolnictwo i handel niewolnikami. Nie ma niczego gorszego od spieniężenia ludzkiego życia. Ale właśnie pod osłoną wielkiego odkrycia geograficznego, takie czyny były uprawiane na porządku dziennym.

Dlaczego akurat brano w niewolę Afrykańczyków? Hiszpanie, którzy eksplorowali nowe tereny Ameryki Południowej, zmuszali do bardzo ciężkiej pracy tamtejszych tubylców: Inków, Indian, Azteków jak i również Majów. Robili to w brutalny sposób, paląc wioski i niejednokrotnie dopuszczając się  mordu niewinnych ludzi. Gdy z ust Papieża Aleksandra VI, został wydany zakaz, żeby podróżnicy przestali dopuszczać się tak okrutnych czynów, Portugalczycy wpadli na zupełnie inny pomysł jak pozyskać tanią siłą roboczą. Tak właśnie historia zatoczyła koło i Portugalczycy, który pojawili się u wybrzeży Afryki Zachodniej, po kilku latach z zupełnie innym zainteresowaniem patrzyli na mieszkańców Czarnego Lądu.

Epoka handlem niewolnictwa trwała ponad 300 lat. Oprócz Portugalczyków, do tej tragicznej inicjatywy dołączyli   Hiszpanie, Holendrzy, Anglicy, a także Francuzi. Gdy w Afryce zorientowano się, jak wiele pieniędzy warte jest życie jednego Afrykańczyka, zaczęło się wiele wojen domowych. Wielu mieszkańców Czarnego Lądu, wydawało w niewolę mieszkańców sąsiednich plemion, żeby tylko w szybki i prosty sposób móc się wzbogacić.

Jakie jest połączenie z wcześniej opisanymi wierzeniami, z niewolnictwem, które miało być przejściem do lepszego, bardziej cywilizowanego świata? Afrykańczycy mocno wierzyli w przeznaczenie, ale jednocześnie zawsze mięli nadzieję, że przy odbywaniu odpowiednich rytuałów, ich tragiczny los może się odwrócić. Dlatego statkami przewożono setki, a nawet tysiące niewolników, a razem z nimi ich kulturę, wierzenia i afrykańską muzykę. Przez tyle lat, prawdopodobnie pojmano i sprzedano ponad 40 milionów niewolników.

Za czasów Krzysztofa Kolumba myślano, iż nowo odkrytym lądem są Indie Zachodnie. Wszystko tak naprawdę wzięło się z dość poważnej pomyłki w nawigacji. W rzeczywistości Krzysztof Kolumb, a za nim pozostali kolonizatorzy dotarli do Ameryki Południowej, a konkretnie do Archipelagu Małych i Wielkich Antyli. To właśnie tutaj w pierwszej kolejności osiedlano niewolników. Ta droga stała się kluczowa do przepłynięcia afrykańskich rytmów w kierunku Stanów Zjednoczonych.

Pamiętajmy również, że kolonizatorami byli przedstawiciele 5 krajów europejskich. To od nich również bardzo zależało, czy tradycje afrykańskie ulegną wygaszeniu, czy będą mogły przetrwać. Okazuje się, że największe szanse mieli niewolnicy znajdujący się pod władzą Brytyjczyków.

Mocno zasiedlona przez Zachodnich Afrykańczyków Kuba, przyczyniła się do przemieszania i podzielenie tamtejszych tańców kubańskich na hiszpańskie oraz afrykańskie. W ten sposób powstały chociażby takie style jak punto, guarcha, czy też conga, mambo, jak i również cha-cha.

Warto przytoczyć synkretyzm religijny, który polegał się na połączeniu religii europejskiego chrześcijaństwa, z wierzeniami Voodoo. Takie praktyki odbywały się pod panowaniem kolonizatorów hiszpańskich, portugalskich oraz francuskich. Natomiast Brytyjczycy surowo zakazali łączenia dwóch religii swoim niewolnikom.

Jeśli skupimy się na tym jak wyglądała niewola czarnoskórych mieszkańców Afryki u Brytyjczyków, to zaczniemy rozumieć istotę śpiewania psalmów. Jak te dwie historie się ze sobą łączą?

Otóż niewolnictwo „prowadzone” przez Brytyjczyków w większości było zupełnie inne niż niewolnictwo u Portugalczyków, Hiszpanów, czy też Francuzów. Tutaj na ile można w ogóle w to uwierzyć, Brytyjczycy okazywali swoim niewolnikom swego rodzaju szacunek. Kierowali się dość dużym poczuciem honoru, że w zamian za ich pracę, muszą ich poprowadzić, zaopiekować się nimi. Brzmi to całkiem absurdalnie w kontekście całej tragedii niewolnictwa. Ale rzeczywiście wielu Brytyjczyków postępowało bardziej humanitarnie od pozostałych nacji. Dbali o to, by czarnoskórzy mieli dach nad głową, a także aby nie zabrakło im jedzenia. Oprócz tego dawali im coś jeszcze. Nową wiarę. To właśnie w ten sposób Afrykańczycy po raz pierwszy zetknęli się z psalmami.

Etap negro-amerykański

Już wiemy, że Jazz jest nie tylko gatunkiem muzycznym mającym genezę w psalmach i hymnach, ale przede wszystkim opiera się na syntezie kultury afrykańskiej i europejskiej. Od czasów handlu  niewolników do początku XIX wieku zmieniło się bardzo wiele. W tematyce jazzowej, nie wyczuwało się aż tak wielkich przełomów. To było jedynie pozorne odczucie. Proces rozwoju jazzu trwał cały czas, ale dział się on w tle  pozostałych bardziej dynamicznych wydarzeń. Aż w końcu doszło do Drugiego Wielkiego Przebudzenia już osiedlonych białych mieszkańców Ameryki. W tym czasie każda niedziela staje się uroczystym świętem, gdzie mieszkańcy wszystkich miast skupiają się w kościołach na modlitwach i wspólnym śpiewie.

Co ciekawe rytualne nabożeństwa coraz częściej odbywają się nie w świątyniach, ale na łonie natury.  Na pierwszy plan wysuwają się śpiewane hymny. Popularne w tym czasie stają się Camp Meetings, które zrzeszają nawet kilkadziesiąt tysięcy wiernych jednocześnie. Szczera modlitwa, emocje sięgające zenitu, a także śpiewy przeobrażające się w niespodziewane reakcje ludzkiego ciała polegające na rzucaniu się na ziemię, uwidocznionych drgawek oraz wielu innych.

Zaczęto śpiewane hymny dzielić na zwrotki, i krótkie refreny, które powtarzały się co kilka kolejnych wersów. Do najczęściej śpiewanych refrenów zaliczały się nawoływania typu: „O, glory, Hallelujah!”.

Tak właśnie podczas Wielkiego Przebudzenia powstały trzy odmiany hymnu: Religious Ballads, Folk Hymns, a takżeRevival Spirituals.  Pierwszy typ hymnu przypominał balladę z inwokacją do wszystkich świętych, a także grzeszników.Folk Hymns w swoich treściach nawiązywały do starych hymnów. Charakterystyczną cechą jest melodia nawiązująca dosquare-dance, czy hornpipe. Ostatni typ ballady cechował się przeplatanką łagodnych i wysokich dźwięków, treść również opierała się na starych hymnach.

Oprócz tworzących się kolejnych odłamów kościoła, powstawania różnych sekt, można było usłyszeć ciekawe interpretacje hymnów. Jedna z sekt, która była nazywana shakersami, śpiewała w swoim repertuarze action songs polegające, nie tylko na pokazywaniu śpiewanych słów, ale na całkowitym wczuciu się w treść. Przykładowo, gdy śpiewano o duchowym winie, ludzie podczas wykonywania takich utworów autentycznie się przewracali jakby byli pijani.