Milicjanci na plaży

Ta historia wydarzyła się w jednej z nadmorskich miejscowości „D” na plaży, na której spotkanie wyznaczyli sobie naturyści z całego kraju. Spodziewani byli także goście z Finlandii. Upalny początek lipca wróżył dobry miesiąc dla ludzi, których klubowym strojem jest własna skóra. Naturyści, zwolennicy apoteozy ciała, ludzie, którzy starają się udowodnić, iż nic tak nie zdobi człowieka, jak jego własne niczym nie okryte ciało.

Zanim jednak nadszedł czas otwarcia plaży naturystów, przy biurku komendanta MO, starszego sierżanta Kubalaka, siedział kapral Zubek i skrzętnie notował polecenia szefa.

– Wiecie rozumiecie, Zubek – mówił sierżant – mamy sytuację nie do pozazdroszczenia. Za dwa dni zaleje nas fala nagości, a my musimy tej fali sprostać. Opanować, zlokalizować, osaczyć. Musimy wykonać to tylko we dwóch i to gołymi rękoma, bowiem pałki nie będą nam w żadnym razie przydatne.

– Znaczy działamy w samym centrum cyklonu ? – naiwnie zapytał Zubek.

– Tak jest. Jesteście Zubek młodzi i mogą wam się w głowie głupie rzeczy trzymać. Ostrzegam was przed tym. A teraz do treningu. Zdejmijcie mundur.

– Tak jest – służbiście zareagował kapral i szybko uwolnił się z sortów mundurowego milicjanta. Został jednak w spodenkach gimnastycznych.

– Zdejmijcie wszystko ! – warknął sierżant.

– Jak to, a co mam zrobić z tym ? … – przestraszył się wyraźnie Zubek.

– Co wy mi tu kapral, przecież do szafy pancernej wam go, jak jakiego pistolecika, nie schowam. Macie być tacy jak wszyscy. To rozkaz.

Kapral wykonał polecenie i stał teraz, patrząc w oczy przełożonego, tak jak go ateistyczny Bóg stworzył. Sierżant obchodząc go dookoła pomrukiwał z zadowoleniem.

– Dajcie spocznij i możecie się ubrać- zawyrokował po kilku minutach lustracji.

Kiedy kapral Zubek opuścił pomieszczenie szefa, ten rozebrawszy się do naga, przez dłuższą chwilę wpatrywał się w swoje odbicie w dużym lustrze ustawionym w rogu pokoju.

– Ot, naturysta – mlasnął sierżant z udowolswem – jak się nasza akcja uda szkoła oficerska jak w banku.

Na peron nadmorskiej miejscowości wtoczyła się wolno lokomotywa ciągnąca wagony wypełnione wczasowiczami. Stojący na peronie sierżant Kubala fachowym okiem lustrował materiał dochodzeniowy, który z wrzaskiem i pośpiechem opuszczał wagony kolejowe.

– Godzina zero! – powiedział do siebie sierżant czując na sobie ciężar wszystkich nagich ludzi w kraju, a także gości z Finlandii.

Następnego ranka kapral i jego szef jako pierwsi zameldowali się na plaży. Uzbrojeni w dwie duże łopaty pracowali nad wykopaniem głębokiego grajdołu, który od tamtej chwili miał miał się stać ich posterunkiem, żeby nie powiedzieć, bastionem. Nie dane było im jednak pracować w spokoju. Już o ósmej nadeszła młoda i zgrabna dziewczyna. Oczywiście bez żadnego śladu kostiumu.

– Grajdoł ? – zapytała zalotnie- mogę się przysiąść?

– Tylko niech pani nie siada na piasku – szybko zreflektował się kapral mając widocznie jakieś skojarzenia z okresów wcześniejszych.

– Och, to jest przecież naturalne- szczebiotała dziewczyna – mów mi Naty.

W czasie kiedy sierżant, kapral i Naty lokowali się w grajdole, obok powstawał inny, nie mniej głęboki. Za chwilkę zaczęły z niego dolatywać odzywki charakterystyczne dla grających w brydża. Słonce wykonało już spory kawałek swojej codziennej roboty. Naty oddychała równo wystawiwszy swe ciało na działanie promieni. Jej falujące piersi co chwila koncentrowały rozbiegany wzrok kaprala Zubka.

– Zubek, jak jest? – zawarczał sierżant widząc osłabienie czujności podwładnego.

– Tak jest! – odpowiedział karnie kapral i spuścił wzrok. Zatrzymał go jednak w okolicy podbrzusza szefa i zapatrzył się w coś co można było uznać za kawałek wypisanego tekstu. Naty robiąc przerwę w kąpieli słonecznej także zatrzymała wzrok na wspomnianym obiekcie sierżanta.

– A cóż to takiego, maleńki ? – zagadnęła Kubalaka.

– No cóż, tatuaż członkowski – sierżant był wyraźnie speszony.

– Mogę poczytać ? – zapytała zaintrygowana Naty.

– Zezwalam, czytajcie – sierżant prawie, że się zaczerwienił.

– Priwiet wsiem Czarnohor… – sylabizowała Naty, bowiem litery były jakby nieco pomarszczone i niezbyt czytelne- ale co dalej ?

– Dalej można przeczytać wyłącznie w specjalnych okolicznościach, takowych jak na razie być nie może – zawyrokował surowo sierżant.

-Nie wychodzi się spod damy – doleciał głos z grajdoła obok.

– Ale, goły król to także kłopot – dodał inny.

-Mój szef służył w marynarce wojennej – wtrącił ni stąd ni zowąd kapral Zubek.

– Zubek zabraniam ! – natychmiast zareagował szef i ręka opadła mu odruchowo na biodro w okolicę, gdzie normalnie nosi się pałę.

– A teraz bije raz – wesoło doleciało z grajdoła brydżystów.

– No to leżymy – uzupełnił drugi głos.

Do grajdoła milicji i Naty wskoczyło dwóch młodych nagusów.

– Cześć Naty, jak leci? – zagadnął blondyn z przyciętą grzywką.

– Pan to pewnie na służbie ? – zagadnął ten drugi sierżanta.

-Jak to na służbie? – zaniepokoił się Kubala.

– No bo i daszek i pasek pod brodą opalone – zaśmiał się blondynek.

– Och, ty Karol – westchnął kapral Zubek.

– A co to tu u kolegi pod brzuchem ? – zainteresował się towarzysz blondynka.

– To tatuaż- rezolutnie odpowiedziała Naty – pan służył w marynarce.

– Priwiet wsiem Czarnohor… – odczytał blondynek – ale co dalej ?

– Dalej można odczytać wyłącznie w specjalnej sytuacji – tonem rutynowanego przewodnika oprowadzała kolegów Naty po strukturze ciała sierżanta Kubalaka.

– Maleńkie karko karmiła mi żona – zalicytowano u brydżystów.

– Gra w piki daje wyniki – dołożył kolejny licytujący.

– Czy nie dałoby się stworzyć tej specjalnej sytuacji? – naiwnie zapytała Naty. – Bardzo, bardzo proszę, najdroższy nasz przyjacielu …

– Och, ty Karol – już po raz drugi tego dnia wyrwało się kapralowi.

No dobrze, postaram się zrobić co się da – zdesperowanym głosem powiedział sierżant Kubala i jakoś ciepło spojrzał w oczy Naty. Po chwili napis stał się duży i czytelny.

Było już po dzienniku telewizyjnym. Starszy sierżant Kubala siedział przy swoim biurku. Obok niego kapral Zubek udawał, że poprawia sznurowadła przy służbowych kamaszach. Sierżant oparty na ręku cicho popłakiwał.

– Żegnaj szkoło oficerska – buczał przez nos – nici z całej akcji. Zawiodłem całą władzę ludową, oj ja nieszczęśliwy.

– Obywatelu starszy sierżancie – starał się pocieszyć szefa podwładny – natura ludzka jest ułomna i nie zawsze można oprzeć się takim wdziękom jakie posiada Naty. Przecież my nie jesteśmy naturystami z zamiłowania tylko z rozkazu. Każdy normalny człowiek przy Naty pęknie.

– Co wy mi tam kapralu, posłuchajcie co skanduje tłum przed oknem- łamiącym się głosem zauważył sierżant.

Przed budynkiem komisariatu, liczący około czterdziestu ludzi tłumek skandował rytmicznie klaszcząc w ręce: „Priwiet wsiem czarnomorskim matrosom. Hura, hura, hura.”

Na czele tłumku stała Naty i jej dwóch kolegów z grajdołka. Klaskali w dłonie i podskakiwali : Priwiet wsiem czarnomorskim matr…

– Widzicie kapralu w małej miejscowości nic się przed opinią publiczną nie ukryje. Macie tego doskonały przykład- powiedział sierżant.

– A mówiliście mi szefie, że trzeba uważać – odparł kapral.

– Taktylko, że mnie tego nikt nie powiedział- sierżant zwiesił głowę jeszcze niżej. Idźcie już kapralu i rozpędźcie demonstrację naturystyczną skierowaną przeciw władzy.

– Rozkaz ! – powiedział kapral i z widoczną ulgą opuścił gabinet szefa.

Andrzej Idon

Źródło:

Natura Naturyzm, nr 3, 1990 r. ss. 14 i 31