Od wielkanocnej baby do cukierni i kawiarni

Podobno już Słowianie podawali na Wielkanoc słodkie ciasta, które wystawnością przewyższały wyroby cukiernicze innych narodów i nacji. Wyrabiano w tym czasie głównie kołacze z miodem i serem. Nieco później zaczęto przygotowywać ciasta korzenne – takie na przekąskę. A przechowywano je najczęściej w apteczkach. Wypracowano też ich „męską wersję”, nieco pikantniejszą, z większą ilością przypraw. Z kolei kobiety i dzieci lubiły ciasta delikatne. Ponieważ ciasta te słodzono miodem, były one zdrowe i zapewne bardzo smaczne. Właśnie te słowiańskie ciasta na miodzie, a szczególnie ich popularność, spowodowały, że w XVI stuleciu, cukiernictwo stało się zawodem. W szesnastowiecznej Polsce ich spożycie było tak duże, że dobra passa zawodu przetrwała jeszcze przez następne wieki. Wielkie dwory magnackie dawnej Rzeczypospolitej słynęły bowiem z organizacji przyjęć oraz z mnogości form, rodzajów i faktur serwowanych w trakcie uczt słodkości. Królowie i magnac,i wyjeżdżając ze swoim dworem w podróż albo nawet na wojenną wyprawę, zabierali ze sobą oprócz służby, również kucharza i cukiernika. Jan Sobieski na przykład żalił się w liście do żony, pisanym podczas wiedeńskiej wyprawy, że jedynie ciasta i rogaliki są osłodą na twarde obozowe życie.

Z kolei piernikarstwo jako zawód przywędrowało do Polski z Norynbergii. Tamtejsi specjaliści osiedlili się najpierw w Toruniu, a później w Krakowie, gdzie w 1611 r. powstał cech piernikarzy pod nazwą Contubernium Cuchlororum. Przywileje cechowe nadawały wyłączność na wyroby piernikarskie osobom narodowości niemieckiej. Ponieważ wyrób pierników była bardzo dochodowym zajęciem, zamożność piernikarzy toruńskich i krakowskich była tak duża, że opowiadano o niej legendy. Podobno jeden z piernikarzy niemieckich, wydając swoją osiemnastoletnia córkę za mąż, ofiarował jej w posagu sto pięćdziesiąt beczek ciasta na miodzie. W połowie XVI wieku przyszła już kolej na Warszawę. Pierwszym Polakiem wpisanym w 1842 roku do cechu piekarzy był właśnie warszawianin, Jan Wróblewski. Od tego właśnie czasu datuje się unarodowienie przemysłu piekarskiego. Piernikarze osiedlali się wówczas głównie na jednej z warszawskich ulic, znanej pod nazwą Przeczna. Ponieważ nazywani byli w owym czasie miodownikami, od ich profesji ulicę zaczęto nazywać Miodowniczą, by w drugiej połowie wieku XVII zmienić w Miodową. Pod tą nazwą znana jest do dnia dzisiejszego.

Z biegiem czasu upodobanie do słodkich wyrobów przeniosło się na szerszy grunt, do specjalnych lokali, gdzie serwowano gościom różnorodne wypieki i napoje. Tak właśnie narodziły się cukiernie i kawiarnie.

Źródło: W. Herbaczyński. W dawnych cukierniach i kawiarniach warszawskich. Warszawa 1983.