Powrót do przeszłości – Rozdział 3

Rozmowa

Ksawery zebrał się w sobie, żeby powiedzieć Magdalenie o wszystkim. O tym, że przestał sobie radzić, że się pogubił. O tym, że już nie wie, czy ich małżeństwo ma jeszcze sens. Z trudem przez gardło przecisnęło mu się, że w jego głowie pojawił się ktoś inny.

Magdalena z przerażeniem, coraz szerzej otwierała oczy. Z jednej strony to ją wszystko bolało i mocno szokowało, z drugiej – to było do przewidzenia. Gdzieś w głębi serca przygotowywała się na taką ewentualność. Może nie wcześniej, niż po pamiętnej wizycie jej koleżanki. Od tamtego czasu biła się z myślami, czy rzeczywiście Ksawery byłby zdolny ją zostawić? Jej kobieca intuicja również mocno się wyostrzyła. Zaczęła zauważać panujący pomiędzy nimi chłodny dystans.

– Chciałbym się na jakiś czas wyprowadzić – Ksawery sam był zaskoczony tym, co powiedział.

– Jeśli uważasz, że tak będzie lepiej – Magdalena próbowała panować nad swoimi emocjami.

– Nie wiem. Ale skoro taka myśl ostatnio przechodzi mi przez głowę coraz częściej, to już nie chcę udawać, że jest wszystko w porządku. Chcę to wszystko na spokojnie przemyśleć. Zastanowić się. Obiecuję, że nie pozostawię Cię bez odpowiedzi – na te słowa Magda lekko się obruszyła, poczuła się nieswojo. Jakby w ogóle nie powinna brać udziału w tej rozmowie.

– Dobrze – jednak odpowiedziała potulnie.

– Jeśli uważasz, że tak będzie lepiej – powtórzyła wcześniejsze słowa – to tak zrób, ja poczekam cierpliwie.

Tym ostatnim zdaniem Magdalena nieco ściągnęła z męża poczucia winy. Gwarantując czekanie na niego, na jego decyzję, wzięła wszystko na swoje barki, całą odpowiedzialność za rozpad ich małżeństwa.

Po wyjściu Ksawerego z maleńkiego pokoiku, w którym jeszcze nie tak dawno mieli założyć rodzinę, Magdalena została całkowicie sama. Spojrzała dookoła siebie, na jeszcze bardziej pustą przestrzeń, niż była dotychczas. Wiedziała już, że to koniec. Ale w głowie obmyślała plan, co może jeszcze zrobić, żeby wszystko się odwróciło. Nie wierzyła w to co się stało i jednocześnie wiedziała, że to było nieuniknione. Szala się przeważyła, poprzez pogrążenie się bez reszty w swojej rozpaczy, zapomniała o mężu. Narastał w niej jeszcze większy żal, przemieszany z chęcią wykonania chociaż jednego kroku, który mógłby to jeszcze wszystko naprawić.

Rzuciła się w kierunku sterty ubrań. Nie pamiętała, kiedy brała się za generalne porządki. Ich malutkie mieszkanko dawno zamieniło się w jeden wielki bałagan. Wrzuciła pranie do niedużego automatu. Nalała gorącej wody do miski i zgarnęła jednym ruchem wszystko z zagraconego parapetu. Zaczęła myć okno. Następnie przeszła do pozostałych rzeczy, podłogi, pajęczyny, malutka łazienka.

Rozejrzała się dookoła. Nie wiedziała, jak długo trwała w takim amoku, czy jedną godzinę, czy dziesięć. Ich malutkie mieszkanko błyszczało i pachniało. Nie chciała myśleć o tym, co się wydarzyło. Zdjęła obrączkę z palca i położyła na biurku. Parzyła ją. Tak samo, jak parzyło to, że została zupełnie sama. Chociaż nie musiała.