Powrót do przeszłości – Rozdział 6

Utopijna miłość

Ksawery powoli tracił grunt pod nogami. Z Anią pisał i rozmawiał coraz więcej. Jednak gdzieś z tyłu głowy, miał ogromne poczucie winy wobec Magdaleny. Dopiero po pewnym czasie zdał sobie sprawę z tego, że zostawił ją bez środków do życia. Przecież to, on płacił za wszystkie zakupy, i rachunki. Nie miał w sobie tyle odwagi, żeby wybrać się do swojej żony i zaproponować pomoc. Poza tym, w tych okolicznościach, taka oferta wydawała mu się bardzo żałosna. Pewnie i tak spotkałby się z odmową. Obawiał się czegoś jeszcze. Nie chciał paść ofiarą sceny, o której bardzo często słyszał, jak to żony histerią próbują zatrzymywać swoich mężów, obiecując im wszystko, tylko by zostali z nimi.

Chłopak przygotowywał się do kolejnego spotkania z Anią. Nie mógł się go doczekać. W końcu przez ostatnie dni, poprzez wielogodzinne rozmowy bardzo zbliżyli się do siebie. Był pewien, że teraz już na pewno zbliżą się do siebie.

Jak zwykle mieli spotkać się w tym samym miejscu co zawsze. Ksawery był przed czasem. Nie myślał zbytnio o tym, że Ania ma dziecko z innym facetem. Bolało go to bardzo, ale starał się nie dopuszczać tego faktu do swojej głowy.

Ania przywitała go bardzo wylewnie. Zupełnie jak kiedyś pocałowała go w same usta. Ksawery poczuł się nieco oszołomiony, ale nie krył swojego zadowolenia. Jej usta były takie słodkie i miękkie, że mogły wywołać prawdziwy zawrót głowy.

– Ksawery, czy Ty na pewno odejdziesz od swojej żony? – Ania nie czuła skrępowania w tym dziwnym, zawiłym układzie.

Chłopak porządnie się zmieszał. Nie spodziewał się tak szybkiego podstawienia pod ścianą. Jednak Ania zawsze taka była, nazywała wszystko po imieniu. Nie bawiła się w żadne szopki i udawanie, że nic się nie stało. Chyba, że pewne sprawy dotyczyły jej samej, wtedy wybierała dla siebie wygodniejsze rozwiązanie.

– Jeszcze nie rozmawiałem o tym z żoną…

Anna spojrzała na niego badawczo

– No nic, tak tylko pytałam – roześmiała się szczerze.

Zapadła między nimi, niezręczna cisza.

– Aniu, spytam wprost. Czy Ty w ogóle, chcesz, to znaczy, czy widzisz dla nas jakąkolwiek szansę?

Dziewczyna uśmiechnęła się słodko.

– Pewnie, że tak. Przecież już wiesz, ze bardzo żałuję, że wcześniej nie odwzajemniłam Twoich uczuć. Byłoby zdecydowanie łatwiej.

– Co znaczy łatwiej?

– Oj, no wiesz. Ja bym nie cierpiała, Ty byś nie cierpiał – Ania spojrzała przed siebie.

– Ksawery, głupio mi zadawać takie dziwne pytania, już na samym początku naszej znajomości, no wiesz takiej nowej i głębszej. Ale mam problem, którego chyba nie uda mi się samej rozwiązać – dziewczyna zaczęła niepewnie.

– Jasne, pytaj.

– Chodzi o to, że mieszkam z małą w niedużej kawalerce. Właścicielka mieszkania jest straszną zołzą, nie jest w ogóle wyrozumiała dla mojej sytuacji, a ojciec małej, znowu leci sobie w kulki z alimentami. Pożyczyłbyś mi kilkaset złotych? Oddam, jak tylko moi Klienci opłacą faktury. Maksymalnie do przyszłego tygodnia, pożyczyłabym pieniądze. To jak, da się coś z tym zrobić? – Ania patrzyła na niego oczami, jakby dziecko prosiło o słodką czekoladkę.

Ksawery bez słowa sięgnął w stronę kieszeni. Odliczył pięćset złotych i wręczył Ani.

– Jesteś wielki! Obiecuję, że oddam, jak tylko będę mogła. Jeszcze dziś podzwonię po moich klientach, żeby bardziej streszczali się z tymi nieszczęsnymi przelewami. Nawet nie wiesz, jak bardzo jestem Ci wdzięczna. To co masz ochotę wstąpić do mnie?

– Chętnie, bym zajrzał, ale muszę jeszcze coś załatwić – Ksawery nie czuł się dobrze z obrotu sprawy. Znowu miał poczucie, pewnego wykorzystania.

– Szkoda. Mogłoby być całkiem przyjemnie. Ale rozumiem. Nie masz jeszcze oficjalnego rozwodu, więc pewnie mogłoby być Ci dziwnie, gdybyśmy poszli razem do łóżka.