Promocja w sklepie

Dziewczyny szukając pracy dorywczej, trafiły na ogłoszenie o promocji artykułów spożywczych. Zachęcone korzystną stawką, czym prędzej przygotowały swoje CV i wysyłały do pracodawcy. Na odpowiedź nie musiały długo czekać. Jeszcze tego samego dnia odebrały telefon z zaproszeniem na pierwszy, próbny dzień w pracy. Miały się stawić o 16 w nowo wybudowanym hipermarkecie. Tam już ktoś miał na nich czekać.

Elegancko ubrane, we trzy stawiły się o umówionym miejscu o umówionym czasie. Zaskoczone, zastały tylko przygotowaną dla nich kopertę, otrzymaną od pracownicy punktu obsługi klienta. Kobieta nie potrafiła im odpowiedzieć, od kogo ją otrzymała. Po prostu leżała na blacie, z prośbą o przekazanie trzem paniom, które przyjdą w sprawie pracy.

Zaintrygowane dziewczyny otworzyły kopertę i wyjęły z niej złożoną kartkę. Była na niej napisana instrukcja.

„Zjedźcie windą na ostatni poziom parkingu, poszukajcie czerwonych drzwi. Kod do ich otwarcia to 25469. Pokonacie 35 schodów, prowadzących na dół. Tam będą na Was czekały dalsze instrukcje”. Zaintrygowane, ale również nieco przerażone dziewczyny udały się w stronę windy. Ostatni, najniższy poziom parkingu był w całości pusty. Nie parkowało tu ani jedno auto. Już to samo w sobie wydało się dziewczynom podejrzliwe. Jednak wizja łatwego zarobku przekonała je, by wypełniać dziwną instrukcję. W myślach tłumaczyły sobie, że to może jakaś nowoczesna forma przeprowadzania rekrutacji. Ciekawość mieszała się z odrobiną strachu, pchając je przed siebie.

Znalazły czerwone drzwi. Był przy nich zamek cyfrowy, w który wbiły kod. Masywne drzwi otworzyły się same, ukazując surowe, betonowe schody. Wąska klatka schodowa była oświetlona tylko kilkoma, słabymi żarówkami. Weszły na schody i powoli, ostrożnie, kierowały się nimi ku dołowi.

Z każdym kolejnym pokonanym stopniem, dawał się wyczuwać coraz bardziej intensywny, nieprzyjemny zapach. Coś na kształt odchodów wymieszanych z moczem i potem. Zniesmaczone dziewczyny coraz częściej zastanawiały się, czy nie odpuścić tej szaleńczej wyprawy i nie wrócić się do wyjścia. To jednak okazało się zamknięte na cztery spusty. Przy drzwiach nie było również klawiatury, na której mogłyby wpisać kod. Nie mając żadnej możliwości wyjścia, postanowiły zejść na sam dół, sprawdzając co tam na nich czeka.

Trzymając się blisko siebie, stanęły na ostatnim stopniu. Przed nimi był tylko zawieszony w powietrzu pomost, wykonany ze stalowej kraty. Chcąc po nim przejść na drugą stronę, musiały zdjęć buty na obcasach. Bosymi stopami stanęły na chłodnej stali. Pionowe kraty wbijały się w delikatną skórę, powodując ból i odciski. Dziewczyny z przerażeniem spostrzegły, że pod nimi znajduje się zbiornik wypełniony żywą masą. Zaciekawione, zaczęły mu się dokładnie przyglądać. Dopiero po chwili zauważyły, że są to żywe szczury. Kłębiły się pod nimi, wzajemnie się gryząc. Przemieszczały się z miejsca na miejsce, wchodząc na siebie i plącząc się ogonami. Przerażone dziewczyny przesuwały się krok po kroku do przodu, chcąc jak najszybciej dotrzeć do końca pomostu, zamocowanego do betonowego balkonu.

W pewnym momencie dziewczęta utraciły równowagę. Stalowa kratownica zachwiała się na boki, sprawiając że kobiety upadły na kolana i mocno chwyciły się kraty. Pomost z każdą kolejną chwilą coraz mocniej przechylał się na boki. Dziewczyny coraz usilniej próbowały się na nim utrzymać, ale przeciążenia były tak wielkie, że jedna nie dała już rady. Z krzykiem zsunęła się po kracie, rozpaczliwie wymachując rękami, próbując jeszcze ostatkiem sił utrzymać się na jej powierzchni. Na nic jednak zdały się te próby. Z potwornym wrzaskiem spadła w dół, wprost do gęstej masy szczurów, z wyszczerzonymi, białymi zębami. Dwie przestraszone koleżanki, mogły się tylko przyglądać temu bezradnie, obserwując jak ohydne stworzenia wchodzą dziewczynie na twarz, wbijając ostre zęby w miękką skórę policzków. Widok był obrzydliwy, przesycony wielkimi ilościami krwi i rozszarpywanego mięsa.

Dopiero po 10 minutach pomost się uspokoił i mogły kontynuować podróż na drugą stronę. Tam gdzie liczyły na spokój i bezpieczeństwo. Starały się nie patrzeć w dół, gdzie połyskiwały białe, dokładnie obgryzione z mięsa kości koleżanki. Przesuwały się centymetr po centymetrze do przodu, niepewne tego czy pomost za chwilę znowu nie zacznie się przesuwać na boki. Na szczęście bezpiecznie dotarły na miejsce.

Betonowy balkon nie był szeroki. Miał około 70 cm. Pozwalało im to jednak bezpiecznie na nim spocząć, znajdując chwilę odpoczynku. Obserwowały uważnie pomieszczenie, w którym się znalazły. Był to wysoki na 10 metrów tunel. Pomiędzy jego dwoma końcami rozpięty został metalowy pomost, który przed chwilą pokonały. W dole znajdowały się szczury i coś jeszcze. Dopiero teraz zauważyły, że pomiędzy nimi znajdują się wypchane na maksa, foliowe worki na śmieci. Ich niebieski kolor co jakiś czas prześwitywał spod gęstej masy szczurzej sierści, która rozrywała worki na strzępy, wyjadając z nich resztki jedzenia.

– Jesteśmy w wielkim kompostowniku

Z nieukrywany przerażeniem powiedziała jedna z dziewczyn. Dopiero teraz do nich dotarło, gdzie się znalazły. To wszystko zaczęło wyjaśniać potworny smród, który unosił się w powietrzu. Rozkładająca się biomasa, szczury i… ludzie jedzeni żywcem, którzy tu trafiali.

Dziewczęta zerwały się na nogi i zaczęły gorączkowo poszukiwać wyjścia. Jednak poza kratą, którą tu dotarły nic nie wskazywało na to, aby takie mogło się znajdować.

– Jesteśmy tu uwięzione… – wyszeptała jedna z nich.

Koleżanka nie odpowiedziała nic na te słowa, ale wiedziała że jest w nich sporo racji. Drzwi, którymi się tutaj dostały były zamknięte na głucho. A ponowne pokonanie pomostu oznaczało zapewne kolejną próbę zmierzania się z jego kołysaniem i zrzuceniem ich w przepaść. Nie miały jednak innego wyjścia. Postanowiły zrobić wszystko, by się uwolnić.

Biegiem rzuciły się przed siebie. Metr po metrze pokonywały kolejne odcinki kratownicy, zbliżając się do drugiego brzegu. Już ostatnie metry dzieliły je od wejścia na klatkę schodową, kiedy to pomost zarwał się pod nimi. Dziewczyny runęły w dół bezwładnie, machając w powietrzu rękami i nogami. Uderzenie z wysokości kilku metrów zostało zamortyzowane przez worki na śmieci i znajdujące się na nich szczury. To były ostatnie uczucia, zapamiętane przez nich w tym życiu. Zaraz po tym w ich ciało zaczęły się wbijać ostre zęby gryzoni. Zwinne zwierzęta penetrowały każdy zakamarek, szybko wsuwając się pod nogawki spodni i rękawy bluzki. Każdemu ich ruchowi towarzyszyło bolesne ugryzienie, prowadzące do nieuchronnego wykrwawienia i śmierci.