Zamieszki pod Sejmem RP były inspirowane przez obcy wywiad?

Podejrzana awaria w sieci Emitel, inscenizacje przygotowywane pod zagraniczne media, dziwna zbieżność sejmowej awantury z terminem głosowania ustawy „antyubekizacyjnej”… Czy to jedynie przypadkowa koincydencja zdarzeń, czy może mamy do czynienia z zaplanowaną akcją destabilizacji państwa? Wszystko przemawia za tą drugą możliwością.

W kuluarach sejmowych już wcześniej mówiono, że coś złego może się wydarzyć. Opozycja dążyła do awantury, budowała napięcie. Okazja nadarzyła się sama, marszałek Sejmu wykluczył posła PO z przebiegu obrad. To stanowiło sygnał do zajęcia mównicy i rozpoczęcia awantury.

Można zadać całkiem sensowne pytanie, na jaki efekt obliczona była ta prowokacja. Czy miał to być wstęp do zapowiedzianego przez Lecha Wałęsę przewrotu, w którym dwa miliony ludzi wyjdzie na ulice aby obalić demokratycznie wybrany rząd PIS? Całkiem możliwe. Tymczasem na wezwanie „obrońców demokracji” zjawiła się garstka „Kodziarzy” i… byłych ubeków. Sięgnęli po broń ostateczną – destabilizację państwa.

Powiązania byłych pracowników PRL-owskiego aparatu bezpieczeństwa z tajnymi służbami ZSRR, a następnie Rosji są sprawą powszechnie znaną. Jest to wbrew pozorom liczna i dobrze się mająca grupa. Większość z byłych „ubeków” to ludzie majętni, gospodarze na majątkach, właściciele firm i nieruchomości. Dzięki „bezpiecznej” dla nich transformacji żyją jak pączki w maśle. Prowadzą dyskoteki, agencje ochrony, kantory, lombardy, salony gier. Wielu z nich funkcjonuje na pograniczu środowisk przestępczych, stwarzając sieć nie zawsze przejrzystych powiązań finansowych. Handlują paliwem, trudnią się przemytem, skubią skarb państwa gdzie się da i „kręcą lody” śmiejąc się w kułak. Część z nich nadal utrzymuje związki z rosyjskimi agentami.

Tymczasem amerykańskie siły zbliżają się do Polski. Po raz pierwszy od dwudziestu pięciu lat Polska może stanowić w regionie realną siłę militarną, z którą trzeba będzie się liczyć. To z pewnością nie na rękę Rosji. W tej sytuacji destabilizacja ustroju Polski jest dla Rosji kwestią pierwszorzędną. Do tego celu najlepiej użyć dawnych współpracowników, odwołać się do wypróbowanych „kontaktów”, a może nawet sypnąć groszem tu i ówdzie. Frustracja środowisk postkomunistycznych, które pragnie się „prześladować” poprzez…. odebranie przywilejów i zmuszenie do „głodowej egzystencji za dwa tysiące złotych” – sięga zenitu. Rosjanie trzymają rękę na pulsie i dobrze o tym wiedzą. Całkiem możliwe, że w swojej grze wykorzystują ten właśnie element.

Może posłowie opozycji liczyli, że prócz rzesz „broniących demokracji” Polaków zjawią się zastępy bratnich, śpieszących z pomocą wojsk zza wschodniej granicy? Bo przecież, skoro w Warszawie rodzi się „faszyzm”, i jest drugi „Majdan”, to jakże mieliby nie nadejść z odsieczą?

Rząd Platformy zredukował bezpieczeństwo informacyjne Polski do zera. Przekaźniki telewizyjne są w rękach obcych firm. Jak w takiej sytuacji nie obawiać się prowokacji? Jak nie powiązać ze sobą tajemniczych awarii właśnie na chwilę przed przemówieniem Pani Premier do narodu? Zbyt wiele tych tajemniczych „zbiegów okoliczności”.

Platforma Obywatelska z resztą opozycji manipuluje przy beczce prochu, prawdopodobnie dyskretnie inspirowana przez Federację Rosyjską. W pogoni za odzyskaniem władzy ryzykuje najwyższą stawkę, jaką jest suwerenność kraju. Taką postawę znamy z lekcji historii – albo my będziemy trzymać władzę, albo… nie będzie Polski. Opozycja wzywa pomoc z zagranicy, apelując gdzie się tylko da i powołując się na rzekome zagrożenie demokracji w naszym kraju. Ostrożnie! Z pewnością istnieją kraje, które takiego wezwania i próśb o bratnie wsparcie chętnie posłuchają. W tym kontekście dziwić nie może decyzja PIS-u o wzmocnieniu ochrony Sejmu RP. A jak nazwać ludzi, którzy dążąc do odzyskania dawnej władzy, pieniędzy i wpływów są gotowi ryzykować wizerunkiem a może i niepodległością RP? Na to pytanie musicie już odpowiedzieć sobie sami.