Zimowe Zakopane

Jednym z naszych corocznych rytuałów jest wyjazd do Zakopanego. I pomimo że nie potrafimy jeździć na nartach, tak się składa że wyjeżdżamy tam tylko zimą. Ta pora roku ma do zaoferowania bardzo wiele. Widoki wspaniale zaśnieżonych gór, a także mniejsza liczba turystów, jeżeli odpowiednio wybierze się datę przyjazdy. Być może Zakopane nie byłoby dla nas tak atrakcyjne, gdyby nie wygodny dojazd. Mieszkając w Bielsku-Białej, mamy okazję do ominięcia zakorkowanej Zakopianki, wybierając alternatywną trasę przez Słowację. Słowackie drogi są utrzymywane w dobrym stanie, a dodatkowo panuje na nich mały ruch. Jazda jest przyjemna i bezpieczna, czego niestety nie można powiedzieć o polskich warunkach.

Nasz ostatni wyjazd do Zakopanego miał miejsce końcem stycznia 2014 roku. W ciągu krótkiego, bo 3 dniowego pobytu zamierzaliśmy odwiedzić kilka miejsc: Doliną Strążyską, Chochołowską, a także wybrać się na kulig. Przygotowani do wędrówek po śniegu, wyruszyliśmy pierwszego dnia w krótką wycieczkę do dolinki położonej pod Giewontem. Dojazd na miejsce jest bardzo prosty i wygodny. Na końcu czekał duży parking, zaledwie w połowie zastawiony samochodami. Uiściliśmy niewielką opłatę i wyruszyliśmy w około 45 minutową wędrówkę w jedna stronę. Marsz początkowo przebiegał w miłej i spokojnej atmosferze, do czasu aż droga stała się nieco bardziej stroma i mocno oblodzona, a miejscami wręcz wyślizgana.

Moja lepsza połowa czując zbliżające się problemy, odmówiła dalszej wędrówki. I mimo że stopy były obute w solidne zimowe buty turystyczne, to jednak trudno było zachować w nich równowagę na lodzie. Koniec końców, udało się pokonać feralny odcinek i dalej kontynuowaliśmy drogę już w spokoju. Jest to jednak przestrogą dla nas i innych, aby nawet wyruszając do pozornie prostych dolinek, zaopatrzyć się w nakładki na buty z kolcami. Można je zakupić prawie na każdym straganie na Krupówkach. Kosztują kilka złotych i są raczej jednorazowe, ale znacznie poprawiają komfort i bezpieczeństwo podczas wędrówki oblodzonymi ścieżkami. Dobrze również mieć przy sobie kijki do nordic walking, zapewniające niezbędne podparcie podczas schodzenia w dół i wspinaczki.

Po kilkudziesięciu minutowej wędrówce dochodzimy na miejsce. Znajduje się tu niewielki drewniany bufet, duża liczba ławeczek i zapierających dech w piersiach widok na ośnieżony szczyt Giewontu. Spędziliśmy tutaj około godziny, po czym trzeba było wyruszyć w drogę powrotną. Czas naglił, a o godzinie 18 mieliśmy wziąć udział w kuligu.

Organizacją drugiej atrakcji zajmowała się grupa przedsiębiorczych górali (czy ktoś zna jakichś innych?). Spacerując po Krupówkach, kilka razy byliśmy zaczepiani i zapraszani na kulig. Początkowo nie zwracaliśmy uwagi na te oferty, ale po pewnym czasie dotarło do nas czemu by nie. Atrakcja tego rodzaju nie była przewidziana w planach, tym bardziej było warto z niej skorzystać. Szczególnie że cena za osobę nie była wygórowana – 25 złotych. W cenie mieliśmy otrzymać kiełbasę z ogniska, ciepły napój i grzane wino. Jak później się okazało, najlepszą rzeczą z tego zestawu były grzane wino.

Kulig odbywa się na rozległych łąkach, należących zapewne do jednego z woźniców. Gdy tylko się ściemniło, górale zapalili pochodnie, wręczając je każdemu z uczestników. Stworzyło to bardzo ciekawy klimat, który jeszcze bardziej podniósł atrakcyjność całego wyjazdu. W sumie, cała impreza trwa około 2,5 godziny. Po wszystkim podstawiony bus odwozi uczestników do centrum, do miejsca zbiórki. Przesiąknięcie dymem, udaliśmy się w stronę samochodu i ruszyliśmy do swojego pensjonatu. Następnego dnia czekała nas wycieczka do Doliny Chochołowskiej, której jeszcze nie mieliśmy okazji zwiedzać zimą.

Ten kto choć trochę zna Tatry, wie że Dolina Chochołowska jest największą doliną w tych górach. Oznaczało to kilkugodzinną wędrówkę w jedną stronę, co z kolei wymagało wczesnego wyjścia. Szlak prowadzący latem po wygodnej i szerokie trasie, teraz był znacznie okrojony na swojej szerokości. Dodatkowo, w niektórych miejscach warstwa śniegu miała około 50 cm głębokości, co dodatkowo spowalniało wędrówkę. W tym miejscu przekonaliśmy się jednak o zaletach nieprzemakalnych spodni turystycznych. Okazały się niezwykle wygodne podczas maszerowania przez zaspy, chroniąc nas przed przemoknięciem.

Maszerując doliną, spotkaliśmy zaledwie garstkę turystów. Utwierdziło nas w to w przekonaniu, że szukając spokoju w górach i braku kolejek, warto wybierać zimę. Niestety ma to swoją cenę w trudniejszych warunkach terenowych i jakby nie było, konieczności kosztowniejszego wyposażenia się w sprzęt turystyczny. Cała wycieczka zajęła nam około 6-7godzin, wliczając w to około godzinny pobyt w schronisku, w którym można było się ogrzać i posilić ciepłym jedzeniem. Wieczorem, po powrocie do Zakopanego postanowiliśmy jeszcze odwiedzić kościół na Krupówkach. Obiekt położony jest tuż przy samym początku i trudno go przegapić. Jeżeli do tej pory nie mieliście okazji obejrzeć go od środka, koniecznie to naprawcie podczas następnej wizyty.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.